wtorek, 31 maja 2016

#02 7 Dni

No to czas zabrać się za drugą recenzję ;)

***Informacje Ogólne***
autorka: Evie Ainsworth
oryginalny tytuł: Seven Days
liczba stron: 245
Wydawnictwo: Zielona Sowa
"Jess jest zastraszana przez swoją rówieśnicę Kez. Z tego powodu jej bezpieczne życie szkolne, zmienia się w piekło. Kez ma również mnóstwo problemów, ale wciąż pociesza ją fakt, że jest lepsza od Jess - a przynajmniej tak myśli... Bezkompromisowo i celnie ujęty problem, z którym borykają się nastolatki na co dzień."
***
Dwie zupełnie inne sobie dziewczyny chodzą do jednej szkoły. Jedna jest katem (inaczej tego nie nazwę) a druga jest ofiarą.  Ale czy kat nie stał się także kozłem ofiarnym?  Książkę czytało się dość szybko, bo koniec końców pochłonęłam ją w jeden dzień. Na stronach internetowych zalicza się ją do literatury młodzieżowej ja jednak przypisałabym jej także kilka cech psychologicznych (według mnie książka powstała po to aby dać do myślenia), z cechami dramatu, no i literatury młodzieżowej. Gdy patrzę na półki w bibliotece ZAWSZE znajdę chociażby jedną książkę typu "Jak wyleczyłam się z anoreksji?" "Weronika postanawia umrzeć." itd. Jednak ta lektura odznacza się narracją dwóch różnych osób. Dwa różne punkty widzenia na te same sytuacje. Możemy się wczuć w rolę Jess (która jest gnębiona) oraz jej prześladowczyni Kez. Moim zdaniem warto sięgnąć do tej książki. Bynajmniej z czystej ciekawości. Jest przyjemna do czytania, język nie jest naukowy. Mamy opisy oczami nastolatek- co oznacza łatwą do przyswojenia treść.
Zastanawiając się nad oceną muszę wziąć pod uwagę wiele czynników. Przemawia do mnie sam pomysł napisania, ale jednak gdyby książka była dłuższa mocno zastanowiłabym się czy dobrnęłabym do końca. Niektóre zachowania dziewczyn były dość... irytujące. Jednak morał jest. Widzimy jak powinniśmy się zachowywać, reagować gdy komuś dzieje się krzywda.
Moją oceną jest 6 na 10. Książka ma swoje plusy i minusy. Nie wiem czy sięgnęłabym po nią ponownie. Jednak z drugiej strony dobrze że ktoś opisał tak przystępnie problem nękania (jeśli tak to mogę nazywać) Więc jeśli szukacie książki na ten temat, a przynudzają was strony pełne naukowych definicji i formułek to coś zdecydowanie dla was! 

niedziela, 29 maja 2016

#01 Alicja w krainie zombi

Kiedyś zawsze musi być ten pierwszy raz. Prawda? A więc pora zabrać się za pierwszą recenzję. Na pierwszy ogień pójdzie książka jakiś czas temu przeze mnie przeczytana


***Informacje Ogólne***
autorka: Gena Showalter

oryginalny tytuł: Alice in zombieland

liczba stron: 512
Wydawnictwo: HarperCollins
"Żałuję, że nie mogę się cofnąć w czasie i postąpić inaczej w wielu sprawach. Powiedziałabym swojej siostrze: nie. Nigdy nie błagałabym matki, by porozmawiała z ojcem. Zasznurowałabym usta i przełknęła te nienawistne słowa. Albo chociaż uściskałabym siostrę, mamę i tatę po raz ostatni. Powiedziałabym, że ich kocham. Żałuję... tak, żałuję"
 ***
Tytuł oczarował mnie już po kilku sekundach. Jednak powiem szczerze. Spodziewałam się czegoś odrobinę innego. Magia oryginalnej Alicji jednak nie przepadła na dobre. A co najważniejsze jest tam pewien element na którego punkcie mam ostatnio bzika- bezmózgie potwory próbujące zaspokoić swój głód kosztem życia ludzi! Jednak dalej nie mogę się przyzwyczaić do spolszczenia tego słowa. Moim zdaniem któregole lepiej wyglądała by forma zombie zamiast ciągle ciągnącego się na stronach zombi. W niektórych momentach strasznie mnie to irytowało. Wracając jednak do samej treści. Niektórzy bohaterowie od razu skradli moje serce (Gdyby nie Alicja Cole zdecydowanie byłby moją kolejną książkową miłością, bo takich nigdy nie za dużo), natomiast inni wywoływali u mnie czystą chęć mordu (tak Justin, to o tobie mowa!) Styl Geny według mnie jest pisaniem dosyć lekkim. Pierwszą część pochłonęłam w niecałe dwa dni. Mogłabym się doszukiwać wzniosłych treści jakie można wyczytać podczas lektury książki. Jednak moim zdaniem ten kto będzie chciał widzieć wątek siostrzanej miłości, wielkiej przyjaźni odnajdzie coś dla siebie. A ten dla którego liczą się kolejne trupy na stronach... też powinien być zadowolony Jak dla mnie była to chwila odprężenia podczas śledzenia bitw zabójców z potworami (według mnie było ich zdecydowanie za mało) przeplatanych na zmianę z podchodami miłosnymi Ali i Cole'a. Książka sama w sobie zła nie jest. Zabrakło jej może kilku drobiazgów. 
Z czystym sumieniem mogę przyznać mocne 8 na 10. Żadna książka dawno nie skradła mojego serca tak szybko, bo już od pierwszych stron chciałam więcej. 
Polecam wszystkim, którzy tak samo jak ja uśmiechają się na samą myśl o walkach z żywymi trupami oraz nie przeszkadzają im wątki miłości (która stety, niestety jest obecna na coraz to kolejnych stronach)
Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.